Archiwum - Październik, 2013

Czy Mieszkanie dla Młodych ożywi trójmiejski rynek nieruchomości?

Rodzina na Swoim oficjalnie przeszła już do historii. Jej miejsce zajął nowy program wsparcia dla osób planujących kupno pierwszej nieruchomości, czyli Mieszkanie dla Młodych, który ruszy w 2014 roku. Niestety, od samego początku wzbudza kontrowersje oraz jest kością niezgody wśród polityków. Czy rzeczywiście są powody do obaw oraz co tak naprawdę system dopłat zmieni na trójmiejskim rynku nieruchomości?

MdM, czyli dla kogo?

Nowy rządowy program wsparcia dla osób samotnych i młodych małżeństw w wieku do 35 roku życia wystartuje za kilka miesięcy i obejmie mieszkania oraz domy z rynku pierwotnego. Choć jest o wiele bardziej rygorystyczny, poniekąd przypomina Rodzinę na Swoim. Osoby samotne oraz pary bezdzietne otrzymają 10 proc. wartości kupowanego mieszkania, natomiast osoby wychowujące dzieci mogą liczyć na 15 proc. wsparcia. Jeśli w ciągu 5 lat od podpisania transakcji przyjdzie na świat trzecie lub następne dziecko, beneficjent otrzyma kolejne 5 proc.

ID-100160834W przypadku mieszkań dofinansowanie obejmuje maksymalnie 50 mkw nieruchomości o powierzchni do 75 mkw, natomiast powierzchnia użytkowa domu nie może przekroczyć 100 mkw, a dopłata jest przyznawana do 50 mkw.

Aby klient mógł otrzymać dofinansowanie, jego mieszkanie musi zmieścić się w narzuconych limitach, a te różnią się w zależności od województwa, lecz mają jedną stałą: są liczone jako 110 proc. średniej z dwóch ostatnio ogłoszonych wartości wskaźnika przeliczeniowego kosztu odtworzenia 1 mkw powierzchni użytkowej budynków mieszkalnych.

Wstępnie ustalono, że w Gdańsku obowiązywać będzie limit w granicach 5718,35 zł za mkw nieruchomości, czyli maksymalna dopłata w przypadku singla oraz rodzin bezdzietnych wyniesie około 28 tys. zł. W przypadku rodziny z jednym dzieckiem 42 tys. zł i 56 tys. zł dla rodziny z trójką dzieci i więcej. W gminach przyległych dotacja wyniesie 5221,70 zł, a w pozostałych miejscowościach województwa 4725,05 zł.

Dodajmy, że nowy program jest odmianą wkładu własnego do kredytu hipotecznego. Pożyczka z banku musi być zaciągnięta w polskiej walucie, na co najmniej 15 lat oraz stanowić przynajmniej połowę ceny zakupu mieszkania. Martwi to osoby, które chciałyby kupić nieruchomość, ale za gotówkę. Z drugiej strony, rząd bezpośrednio dopłaca ludziom, a nie wspiera banki, czyli spłaca odsetki, jak w przypadku RnS.

Dodatkowo musi to być pierwsze mieszkanie beneficjenta oraz przeznaczone do użytku mieszkalnego. Można je sprzedać, lecz dopiero po 5 latach. W innym przypadku trzeba będzie zwrócić część wsparcia w ramach MdM.

Zwolennicy MdM zacierają ręce i liczą na zyski.

Choć nie wszyscy cieszą się z nowego programu, to wielu jest w stanie znaleźć w nim coś korzystnego. Przede wszystkim wysokie limity mogą rozruszać rynek pierwotny. Co więcej, Deweloperzy z Polskiego Związku Firm Deweloperskich postulują podniesienie wspomnianych limitów, aby zapewnić klientom dostęp do mieszkań, które zdobędą dofinansowanie. W chwili obecnej raczej trzeba ich szukać na Łostowicach, Szadółkach, w Rębowie, Zakoniczynie, ale także na Osowej. Dostępna jest także część mieszkań w inwestycjach powstających na Morenie.

ID-10034401Wizja finansowej pomocy ze strony państwa może również pomóc osobom niezdecydowanym, które wahają się między kupnem mieszkania nowego lub używanego. Dopłaty mogą je popchnąć ku temu pierwszemu rozwiązaniu.

Program dotacji wspiera również klientów kupujących tzw. mieszkania przejściowe, gdyż dopłata będzie natychmiast zmniejszała cenę konieczną do uregulowania do dewelopera. Tym samym sprzedając po 5 latach nieruchomość odzyskamy wartość dopłaty. W Rodzinie na Swoim rząd „dorzucał” się do odsetek, a więc łatwiej było kredytobiorcom, ale nie zmniejszało to ich zadłużenia.

W biznesie nic nie ginie: jedni zyskują, inni tracą

Przeciwnicy MdM są zdania, że program dopłat przede wszystkim wspiera deweloperów z dużych miast, a nie przeciętnego Kowalskiego i jest sprytnym zabiegiem wizerunkowym rządzącej partii. Jednym z głównych zarzutów jest warunek, według którego do systemu wsparcia kwalifikują się jedynie mieszkania z rynku pierwotnego. To może spowodować zastój lub pogorszyć i tak mało optymistyczną sytuację na rynku wtórnym, a w praktyce negatywnie odbić się na sprzedaży lokali używanych. Już teraz osoby próbujące sprzedać mieszkanie z drugiej ręki spodziewają się utrudnień. Wielu potencjalnych kupców od kilku miesięcy zwleka z podjęciem decyzji o kupnie mieszkania z rynku wtórnego, ponieważ czeka na ostateczna wersję MdM. I być może duża część z nich kupi nową nieruchomość, a to sprawi, że rynek wtórny znajdzie się na równi pochyłej, a więc nie dość, że stanie sprzedaż, to jeszcze spadną ceny. To jednak może być dobre dla drugiej strony, czyli kupujących. Będą mogli przebierać w ofertach oraz cieszyć się odrealnieniem stawek. Często stare i zaniedbane mieszkania, ale położone w centrum, kosztowały tyle, co nowe na obrzeżach miasta. Wynika to z jednej z najważniejszych zasad rządzących rynkiem nieruchomości: cena mieszkania w dużej mierze uzależniona jest od lokalizacji i to ona dla wielu jest podstawowym kryterium wyboru podczas kupna mieszkania. Z drugiej strony, przeciwnicy kupna tańszego mieszkania na obrzeżach przypominają, że owszem, zaoszczędzimy na cenie ostatecznej, ale sporo wydamy na dojazdy do miasta.

Dodatkowo już teraz wiadomo, że ucierpią mniejsze miejscowości, gdzie tak naprawdę od lat nie wybudowano ani jednego nowego bloku mieszkalnego (aż w 70 proc. polskich miast dominuje jedynie rynek wtórny!). W tzw. Polsce powiatowej rynek pierwotny praktycznie nie istnieje, deweloperzy omijają ją szerokim łukiem, zatem na prowincji mało kto skorzysta na Mieszkaniu dla Młodych. Jeśli ktoś będzie chciał kupić mieszkanie w ramach programu, będzie musiał nabyć je w mieście. Czy to zapowiada migrację ludności? Nikt w taki scenariusz nie wierzy. Po prostu rynek nieruchomości w miasteczkach się nie zmieni na lepsze, a co za tym idzie, także sytuacja ich mieszkańców marzących o własnym M. Jednak twórcy programu wyraźnie dają do zrozumienia, że nie są w stanie pomóc wszystkim. Tak naprawdę chodzi im o wybudzenie z letargu PKB. A zatem ekonomia jest ważniejsza od zwykłego obywatela? Nie można jednak zapominać, że deweloper, to nie tylko inwestor, który chce zarobić pieniądze. To także nowe miejsca pracy i ważne ogniowo gospodarki.

Oponenci boją się, że dopuszczenie do MdM tylko nowych mieszkań może zemścić się na kupujących, którzy już wkrótce będą musieli zmierzyć się z podwyżką cen… nowych lokali. Dlaczego? Najbardziej sceptyczni przeciwnicy sugerują, że monopol deweloperów może zemścić się na kupcach. Inwestorzy poczują się na tyle pewnie, że zaczną narzucać jeszcze wyższe stawki za metr kwadratowy.

Jeszcze inni wierzą, że nie powtórzy się sytuacja z RnS, kiedy niektórzy deweloperzy, aby tylko załapać się w limit cenowy, stosowali określone zabiegi marketingowe, tzw. „kruczki”: kup u nas mieszkanie w RNS za 5700 zł za metr, ale musisz również kupić miejsce postojowe za 40-50 tys. zł, którego bank nie mógł już finansować kredytem w ramach dopłaty.

Pojawiają się głosy, że nowy program tak naprawdę ma dobre założenia, ale nie jest w stanie rozruszać gospodarki, ponieważ przeznaczono na niego zbyt mało pieniędzy. Problemem może się również okazać coroczna pula środków jakie mogą zostać przeznaczone na MdM. W pierwszym „rozdaniu” będzie to 600 milionów złotych (a do końca 2018 roku łącznie 3,5 mld zł). Jeśli pieniądze szybko się skończą, to program zostanie zawieszony na rok. Jeżeli wiele osób będzie nim zainteresowanych, to otrzymanie dofinansowania może być trudne, ponieważ szybko wyczerpią się środki.

ID-10067082Co na to banki?

Czym innym jest oficjalny start projektu, a czym innym nawiązanie współpracy z bankami, które w oczywisty sposób są z dopłatami nierozerwalnie związane. Instytucje finansowej również potrzebują czasu, aby przestawić się na nowe zasady i dostosować do nowych standardów. A to może potrwać. Wstępnie wiadomo, że kredyty w ramach MdM ma oferować na chwilę obecną 10 banków, tych samych, co obsługiwały RnS.

Już teraz możemy się spodziewać zwiększenia liczby kredytów hipotecznych w ramach programu w 2014 roku. Obecnie obserwujemy zastój, który jest wynikiem oczekiwania na nową ustawę. Kredytowy boom prawdopodobnie wybuchnie za kilka miesięcy, ale czy wszyscy będą z niego zadowoleni? Sceptycy obawiają się, że banki mogą wykorzystać nową sytuację na rynku i podniosą marże kredytowe.

Entuzjaści MdM zapewniają: będzie lepiej!

Na szczęście nie wszyscy widzą czarno nowy system rządowych dopłat. Są i tacy, którzy wierzą, że MdM rozrusza rynek nieruchomości i zwiększy popyt na mieszkania, tym bardziej, że od miesięcy w kredytach hipotecznych obserwujemy rekordowo niskie oprocentowanie, a to sprzyja marzeniom o własnym mieszkaniu. Do zakupu zachęcają również niskie stawki WIBOR dzięki czemu kredytobiorcy mają większą zdolność kredytową, więc mogą zapożyczyć się na większą kwotę, a co za tym idzie: nabyć większą nieruchomość.

Czy rzeczywiście nowa ustawa wskrzesi rynek nieruchomości? Przekonamy się w pierwszej połowie 2014 roku.

Powyższy tekst ukazał się w dzisiejszym wydaniu „Dziennika Bałtyckiego”.

Autor Kierownik Pepper House Aneta Pogorzelska
Październik 15, 2013        1 Komentarz

Czy potrzebna jest zgoda wspólnoty mieszkaniowej na zmianę sposobu użytkowania lokalu?

W wyroku z dnia 16.01.2008 Sąd Najwyższy uznał, iż do czynności przekraczających zakres zwykłego zarządu, na podjęcie których zgodzić się muszą wszyscy członkowie wspólnoty mieszkaniowej, należy przebudowa ściany nieruchomości wspólnej wymagająca uzyskania pozwolenia na budowę.

Właściciele nie mogą natomiast zakazać uchwałą zmiany sposobu użytkowania lokalu należącego do członka wspólnoty. W powyższym wyroku Sąd Najwyższy przesądził jednoznacznie o uprawnieniach członków wspólnoty mieszkaniowej. Uprawnienia te dotyczą wyłącznie części wspólnych nieruchomości, nie zaś sposobu wykonywania prawa własności odrębnego lokalu.

ID-100154234Sprawa dotyczyła powiększenia otworów okiennych w budynku oraz zmiany sposobu wykorzystania lokalu (z lokalu handlowego na gastronomiczny).

Jest to orzeczenie niezwykle istotne dla właścicieli takich lokali w budynkach wielomieszkaniowych, ponieważ mogą się na nie powoływać bezpośrednio w trakcie ewentualnych sporów ze wspólnotą mieszkaniową. Wspólnoty mieszkaniowe, a ściślej mówiąc członkowie tych wspólnot wielokrotnie przeciwni są zmianie sposobu wykorzystania lokalu, szczególnie gdy jest to zmiana na lokal gastronomiczny.

Należy jednak pamiętać, iż powyższe orzeczenie również przesądza o charakterze zmian w części nieruchomości wspólnej (np. przebudowa, nadbudowa, wybicie dodatkowych otworów okiennych). Na takie działania konieczne jest uzyskanie zgody wspólnoty. Oznacza to, iż w pewnych wypadkach, pomimo że na zmianę sposobu wykorzystania lokalu nie będzie konieczna zgoda członków wspólnoty, to jednak w praktyce w przypadku zmiany sposobu wykorzystania lokalu, niejednokrotnie występuje konieczność dokonania przebudowy nieruchomości wspólnej (np. budowa przewodów wentylacyjnych, zainstalowanie klimatyzacji) i na dokonanie tych zmian będzie konieczne uzyskanie zgody wspólnoty, co może być trudne.

Autor Mecenas Antoni Koprowski
Październik 9, 2013        3 komentarze

Rynek wtórny czy pierwotny? My już wiemy!

Marzenia o własnym mieszkaniu zazwyczaj zaczynają się od fundamentalnego pytania: kupić mieszkanie na rynku wtórnym czy pierwotnym? Jak nie popełnić błędu i dobrze wybrać? Która z opcji naprawdę się opłaca? Sprawdziliśmy to. Jesteście ciekawi, co nam wyszło?

Do wyboru, do koloru!

Od kilku lat w Polsce mamy do czynienia z boomem na rynku nieruchomości. Choć nadwątlił go kryzys i zarazem nieco spowolnił, jeszcze nigdy osoba zainteresowana kupnem mieszkania nie miała takiego wyboru. Właściwie możemy kupić nieruchomość w każdym sektorze cenowym, metrażowym czy lokalizacyjnym. Centrum, starówka i obrzeża, obrót wtórny lub pierwotny, luksusowy bądź dla klientów mniej zasobnych. Z jednej strony to wspaniale, że doczekaliśmy czasów, w których jedynie gotówka jest potrzebna do spełnienia marzenia. Z drugiej, zbyt duży wachlarz możliwości może przyprawić o zawrót głowy i skutkować podjęciem złej decyzji. Jak wybrać najlepiej i nie kupić kota w worku? Przede wszystkim należy odpowiedzieć na bardzo ważne pytanie: stać nas na mieszkanie nowe czy używane?

ID-100125503Nowe nie zawsze lepsze? Stare wcale nie takie złe?

W społeczeństwie pokutuje przekonanie, że mieszkanie z rynku pierwotnego jest lepsze. To nie do końca prawda. Wszystko zależy od „kontekstu”. Bywa i tak, że inwestycja jest dopiero w powijakach i tak naprawdę kupujemy piękną wizualizację, czyli dziurę w ziemi. Na szczęście rzadko już się zdarza, że taki zakup obarczony jest wielkim niebezpieczeństwem, deweloper zbankrutuje, a my zostaniemy z kredytem hipotecznym i mieszkaniem na kartce. Jest duże prawdopodobieństwo, że w końcu w nim zamieszkamy, ale na to potrzeba cierpliwości. Potem może się okazać, że nowy budynek nadal „pracuje” i osiada w ziemi, czego najlepszym dowodem są popękane ściany i usterki. Do tego mieszkanie z rynku wtórnego zazwyczaj jest tańsze niż to prosto od dewelopera, jednak i to nie jest regułą. Wszystko zależy od wielu innych czynników np. lokalizacji.

Plusy kontra minusy.

W rozstrzygnięciu kwestii wyższości rynku wtórnego nad pierwotnym i odwrotnie może pomóc lista plusów i minusów, którą każdy powinien rozpisać według swojego gustu, marzeń i zasobności portfela. My zrobiliśmy zestawienie podstawowych zalet i wad nieruchomości nowych i używanych.

Zalety mieszkania z rynku pierwotnego.

Nowe, czyli nowoczesne. Współczesne bloki oznaczają (zazwyczaj) większy wybór, jakość wykonania, wysokiej jakości materiały oraz technologie, o których deweloperzy sprzed 30 lat mogli tylko pomarzyć. Windy, przestronne tarasy, podziemne parkingi, równe ściany, piękne klatki schodowe, monitoring i wiele innych udogodnień, które w starszym budownictwie są rzadkością. Tutaj są normą, którą inwestor musi spełnić, aby znaleźć klientów, choć i tu zdarzają się „wypadki” przy pracy, czyli nowi mieszkańcy narzekają na usterki, źle wykończone mieszkania lub przeciekający dach.

Nowe mieszkanie można kupić z opcją z wykończeniem „pod klucz”, choć to bywa dość kosztowne. Są jednak deweloperzy, którzy oferują tego typu udogodnienie za symboliczną opłatą lub wręcz gratis. Jeśli jednak decydujemy się na mieszkanie w stanie deweloperskim (na podłogach zastajemy betonową wylewkę, na ścianie tynk gipsowy malowany raz, drzwi wejściowe, okna i parapety), to musimy je wyremontować, aby nadawało się do użytku. Na pewno poniesiemy wysokie koszta, ale też przystosujemy je „pod siebie” i stworzymy miejsce, które idealnie będzie do nas pasować.

Co ważne, deweloperzy pozwalają również zagospodarować lokal według projektu klienta, czyli to on (w miarę możliwości) ustala rozmieszczenie ścian i liczbę pomieszczeń oraz… często idą klientom na rękę i obniżają cenę metra kwadratowego. Jeśli szukamy rabatów, to przede wszystkim na rynku pierwotnym. To tutaj również czekają nas niższe koszty transakcyjne, takie jak brak podatku od czynności cywilno-prawnych, brak kosztu pośrednictwa. Jest podatek VAT, ale już wliczony w cenę nieruchomości.

Młodsze mieszkanie prawdopodobnie dłużej będzie utrzymywało swoją wartość, więc jeśli myślimy o inwestycji na lata, powinniśmy zdecydować się na rynek pierwotny. W wielu przypadkach nowy budynek za 30 lat będzie więcej wart niż ten z tzw. wielkiej płyty (o ile ten drugi w ogóle jeszcze będzie stać…). Z drugiej strony trzeba sprawiedliwie dodać, że bloki z lat 70. i 80. coraz częściej są modernizowane i remontowane przez spółdzielnie i wspólnoty mieszkaniowe. Jeśli nadal lokatorzy będą o nie tak dbać, to i za kilkadziesiąt lat metr kwadratowy w takim bloku będzie miał wysoką cenę. Tym bardziej, że dzielnice z wielkiej płyty są świetnie skomunikowane i położone w najważniejszych częściach miasta.

Jeśli kupimy mieszkanie na starówce, możemy być pewni, że warto wydać pieniądze na lokal z drugiej ręki. W tym wypadku ważnym czynnikiem wpływającym na cenę nieruchomości jest prestiż mieszkania w wyjątkowym miejscu oraz klimat typowy dla budynków z cegły. Niektórzy nie wyobrażają sobie życia w betonowym gmaszysku – według nich cegła ma duszę.

Kolejnym argumentem „za” jest nowy projekt „Mieszkanie dla młodych”, który wejdzie w życie na początku 2014 roku. Rząd dofinansuje osoby do 35 roku życia, które kupią nieruchomość na rynku pierwotnym. Ustawa budzi kontrowersje, ponieważ wielu by chciało, by również mieszkania z rynku wtórnego były objęte wsparciem. Niestety, poprawka ta została odrzucona i tylko nowe lokale „załapały” się do programu.

ID-100154637

Wady mieszkania z rynku pierwotnego.

Statystyki nie kłamią: łatwiej znaleźć tańszą nieruchomość z rynku pierwotnego na obrzeżach miasta lub na nowo tworzących się dzielnicach, niż ustrzelić okazję w centrum. Tam przede wszystkim króluje rynek wtórny, a co za tym idzie: dość wysokie ceny, ponieważ lokalizacja naprawdę ma wpływ na wartość mieszkania. Jeśli nie przeszkadza nam, że wokół dopiero tworzy się infrastruktura, na naszych oczach budują się szkoły, przedszkola, przychodnie i sklepy, drzewa przypominają krzaczki, brakuje przystanków autobusowych i wszędzie mamy daleko, to jasne, warto przemęczyć się kilka lat, zanim okolica się rozwinie. Zawsze to oznacza wielką oszczędność w porównaniu do takiego samego mieszkania, ale położonego na starówce lub w centrum. Dodatkowo od wpłacenia pierwszych pieniędzy do dnia wprowadzenia się do lokalu zazwyczaj mija kilka lub kilkanaście miesięcy, a to wiąże się często z koniecznością jednoczesnego spłacania kredytu zaciągniętego na nowe lokum i czynszu/najmu obecnego mieszkania. Jeden miesiąc i dwie wysokie opłaty. Nie wszyscy mogą sobie na to pozwolić.

Niektórzy boją się, że wprowadzając się do „dziewiczego” bloku tak naprawdę nie wiedzą, z kim będą mieszkać przez ścianę. Nawet na osiedlach przyjaznych rodzinom można spotkać mało kulturalnych sąsiadów, którzy zatruwają życie wszystkim innym.

Dodatkowo istnieje duże niebezpieczeństwo, że to, co początkowo obiecywał deweloper, np. plac zabaw i ławki dla mieszkańców, w rzeczywistości nigdy nie zostanie spełnione. Deweloper po sprzedaniu wszystkich lokali oddaje blok wspólnocie mieszkaniowej, a ta może uznać, że tak naprawdę nikt nie potrzebuje placu zabaw i są ważniejsze wydatki, niż miejsce dla najmłodszych.

Zalety mieszkania z rynku wtórnego.

Decydując się na używaną nieruchomość tak naprawdę wiesz, co kupujesz. Możesz porównać z sąsiednimi blokami, zapytać przyszłych sąsiadów o jakość życia w tym miejscu oraz upewnić się, czy w najbliższym czasie ktoś tuż naprzeciw twojego balkonu nie postawi wieżowca, który zasłoni całe światło dzienne. Okolica najpewniej jest już zagospodarowana i to dobrze, czyli od razu po wprowadzeniu masz dostęp do całej infrastruktury. Jeśli zależy ci na mieszkaniu blisko centrum, jest wielce prawdopodobne, że będziesz musiał nabyć mieszkanie z rynku wtórnego. Co więcej, możesz się niemal od razu do niego wprowadzić. Osoby sprzedające zazwyczaj zostawiają co najmniej część umeblowania. Najczęściej mamy już wyposażoną kuchnię, łazienkę i toaletę. Zdarza się, że byli właściciele zostawiają nawet meble i sprzęt AGD. Na dzień dobry masz lokal, który nadaje się do zamieszkania od „dziś”, a ty oszczędzasz na remoncie, ewentualnie skupiasz się na kosmetycznych poprawkach i np. przemalowujesz ściany.

Do tego formalności „przejęcia” trwają zdecydowanie krócej niż na rynku pierwotnym. Na kredyt zazwyczaj czeka się miesiąc,  a nieruchomość przekazuje się nowemu właścicielowi do dwóch tygodni po umowie ostatecznej, a często jeszcze tego samego dnia. Szczęśliwcy, którzy płacą gotówką, mogą się wprowadzić nawet tydzień później po oglądaniu mieszkania – wystarczy tylko skomplementować dokumenty, podpisać umowę u notariusza i zrobić przelew. W bardzo szybkim czasie stajesz się właścicielem nieruchomości. O czymś takim możesz tylko pomarzyć w przypadku rynku pierwotnego. U dewelopera często czeka się na akt własności nawet kilka miesięcy po wprowadzeniu do mieszkania! Niestety, często słyszy się o takich praktykach, więc jeśli chcesz się szybko przeprowadzić, powinieneś zdecydować się na nieruchomość używaną.

Sen z powiek przyszłym kupcom spędza również wciąż niestabilna sytuacja w gospodarce. W ostatnim czasie coraz częściej słyszy się o bankrutujących deweloperach, którzy idąc na dno, pociągnęli za sobą setki niezadowolonych klientów, którzy stracili oszczędności życia.

ID-10028343Wady mieszkania z rynku wtórnego.

Niestety, nie wszystko jest takie idealne. Budynki z rynku wtórnego najczęściej już swoje „przeżyły”, a więc mają swoje lata. Czym innym jest zakup mieszkania w zadbanej kamienicy, a czym innym w bloku z wielkiej płyty. Tego typu budynki mają wiele wad konstrukcyjnych, m.in. pękające i krzywe ściany, psujące się windy, zsypy na śmieci, azbestowe balkony, stare rury, zacieki i grzyby… Szybciej też mogą tracić na wartości. Mieszkania z czasów Gierka są tańsze od nowych, ale za kilkadziesiąt lat utrzymanie ich może wymagać dodatkowych nakładów finansowych (fundusz remontowy!) i regularnych napraw. Czy jesteś na to gotowy? Dziś zapłacisz mniej, ale i tak czekają cię spore wydatki. A i sprzedać dalej takie mieszkanie już całkiem niebawem może być trudno… Kupno mieszkania na rynku wtórnym to także taksa notarialna i podatek od czynności cywilno-prawnych (CCP) w wysokości 2 procent wartości mieszkania. Jeśli kupujesz z pośrednikiem, musisz liczyć się z dodatkowym kosztem związanym z prowizją (od 1,5 do 3 procent wartości transakcji). Chyba, że skorzystasz z agencji z prowizją 0%. Wtedy masz z głowy wydatki jeszcze bardiej obciążające domowy budżet.  

Młode-wtórne mieszkanie? To jest to!

Coraz łatwiej kupić mieszkanie, które pochodzi z rynku wtórnego, ale jest na tyle „młode”, że przypomina rynek pierwotny. Choć jest używane, to wciąż nosi znamiona nowej nieruchomości. Być może dlatego coraz więcej osób decyduje się na kupno kilkuletniego mieszkania, które jest trochę tańsze od tego z rynku pierwotnego i nadal wartościowe same w sobie. Do tego na rynku wtórnym również można znaleźć mieszkanie w stanie deweloperskim, np. gdy ktoś kupił je z myślą o inwestycji, nigdy w nim nie zamieszkał i po jakimś czasie sprzedał. Podobnie jest w blokach z wielkiej płyty lub kamienicach, które niedawno przeszły gruntowny remont.

Wreszcie pojawił się „złoty środek”, który jest idealnym kompromisem między tym, co stare i tym, co często jest jedynie dziurą w ziemi.

Autor Alicja Olkowska
Październik 4, 2013        9 komentarzy

O nieruchomościach i romantyźmie XIX-wiecznych dżentelmenów

W dzisiejszym artykule pragnę przedstawić Czytelnikom wątek poboczny jednej z transakcji, którą nadzorowała Kancelaria, a mianowicie przedmiot transakcji w postaci XIX-wiecznego dworku (pałacu) położonego w Polsce północnej.

Dworek został zbudowany pod koniec XIX wieku, w stylu eklektycznym z przewagą neogotyku. Nadawałby się idealnie jako miejsce „kręcenia” ekranizacji „Zagłady domu Usherów”. To porównanie jest wysoce wskazane, ponieważ powyższy budynek stoi samotnie pośród parku w stylu angielskim, a zabudowania gospodarcze są w znacznej odległości od dworku (na tyle daleko, iż nie są widoczne z jego okien).

ID-100186293Czytelnikowi, który odwiedził chociaż kilka dworków ziemiańskich na terenie Polski, wyda się osobliwe, iż zabudowania gospodarcze są położone w tak znacznej odległości od dworku. Istotnie, jako jedyny w Polsce północnej, dworek został zaprojektowany w ten nietypowy sposób. Kluczem do zrozumienia tej nietypowej urbanistyki jest tylko jedno słowo: miłość.

Otóż pierwszy właściciel nieruchomości zakochał się w pewnej bogatej mieszczance z Hamburga. Jednak wybranka nie miała ochoty na przenosiny na „wieś”. W związku z tym zakochany kawaler obiecał wybrance, iż jeżeli za niego wyjdzie, to mieszkając w posiadłości będzie miała poczucie jakby mieszkała w mieście, w swojej rodzinnej willi.

Aby spełnić powyższą obietnicę wybudowano kopię (w większej skali) hamburskiego domu narzeczonej i otoczono go dookoła parkiem, aby „sprawy wiejskie” nie docierały do oczu pani domu.

Istotnie, przy wjeździe na teren posesji rzuca się w oczy nietypowa „miejska” architektura pałacu, zaś z okien roztacza się widok na park, a zabudowania gospodarcze są w takiej odległości, iż w zasadzie gość dworku (hoteliku) nie ma poczucia, że jest na wsi.

Jeżeli którykolwiek z Czytelników chciałby odwiedzić powyższy dworek, mogę dla ułatwienia powiedzieć, iż znajduje się przy trasie Gdańsk- Berlin.

Autor Mecenas Antoni Koprowski
Październik 1, 2013        Brak Komentarzy

Polecane serwisy